Pink Ink Fund Cherry Blossom

Tatuaże zamiast blizn [Mamadu]

D marzyła o piersiach ubranych w kwiaty kwitnącej wiśni. Ta Amerykanka miała podwójną mastektomię połączoną z rekonstrukcją piersi z użyciem implantów. Po operacji zostały jej spore blizny i niesymetryczność. W USA wiele kobiet decyduje się także na specjalny tatuaż 3D, który ma za zadanie możliwie jak najdokładniej odwzorować wygląd utraconych brodawek sutkowych.
Fundacja pomaga Amazonkom zapłacić za rekonstrukcyjne tatuaże
Artystki i artyści wykonujący tatuaże dokonują cudów w tej dziedzinie, zabiegi nie są jednak zwykle refundowane z ubezpieczenia. Amerykańska artystka-tatuażystka Amy Black postanowiła pomóc kobietom, których nie stać na takie tatuaże i założyła Pink Ink Fund. Poprzez fundację pozyskuje środki na dofinansowanie wizualnej rekonstrukcji sutków u wyspecjalizowanych tatuatorów i tatuatorek. To dzięki niej D udało się spełnić swoje marzenie o czereśniowych piersiach.

Sporo klientek Amy nie decyduje się na „namalowanie” na swoim ciele realistycznych brodawek. Wolą powstałe po ratujących życie operacjach blizny przykryć czymś zupełnie innym – małym dziełem sztuki. Tatuaże, które dla siebie wybierają to symbole życia, nadziei i walki – kwitnące kwiaty, anielskie skrzydła, mistyczne symbole.

W Polsce Amazonki także mogą, niestety na własny koszt, zamówić sobie podobne tatuaże lub mikropigmentację. Kosztuje to ok. 1500 zł dla obu piersi. Ciekawe czy u nas powstanie podobna fundacja jak ta w USA, dofinansowująca koszt zabiegów kobietom w trudnej sytuacji finansowej?

Można by zadać sobie pytanie – po co to wszystko? W naszej kulturze jest przecież ogromne tabu piersi, nawet chodzenie topless po plaży wzbudza nie lada sensację. To się pewnie jeszcze długo nie zmieni, ale kobiety, które decydują się na takie tatuaże na ogół nie planują pokazywać ich wszystkim znajomym. Moim zdaniem robią to przede wszystkim dla siebie, ewentualnie dla swoich partnerów lub partnerek. Decyzja o rekonstrukcji lub umieszczeniu na piersiach pięknych grafik ma ogromne znaczenie symboliczne. Daje poczucie powrotu do normalności i świadomość, że z trudnej walki wyszło się zwycięsko.

Seks w chorobie nowotworowej? Jak najbardziej!

Nie bez znaczenia jest też na pewno kwestia życia seksualnego. Ktoś zapyta – jak to? Choroba i seks? Kto by o tym myślał, gdy zdrowie, a nawet życie jest zagrożone. Tak jakby negatywna diagnoza nagle wyłączała nam libido i potrzebę bycia blisko z drugim człowiekiem. A jest dokładnie odwrotnie – czułość, poczucie bycia akceptowaną, a także płynąca z seksu przyjemność mogą być siłą napędową dla procesu zdrowienia. Owszem, mogą być okresy, gdy ból, silne leki czy rany po operacjach sprawią, że ochoty albo możliwości penetracyjnego seksu nie będzie. Ale przecież jest cała gama pieszczot i przyjemności, którymi można się obdarowywać!

Właśnie dlatego bardzo cieszą mnie kampanie, takie jak Kancer Sutra, prowadzona przez Fundację Rak’n’Roll. Pokazują one, że nawet w ciężkiej chorobie lub po niej, odczuwamy potrzebę bliskości i przyjemności. Uczą, jak na nowo cieszyć się seksem po operacji czy leczeniu nowotworowym.

Piękna, zmysłowa i radosna reklama społeczna kampanii Kancer Sutra

Pewność siebie i poczucie, że lubimy swoje ciało to jeden z fundamentów dobrego seksu. Jeśli pięknie wytatuowana brodawka sutkowa lub bajkowa wizja wymalowana w miejscu blizn na piersiach mają sprawić, że kobieta, która przeszła trudną drogę walki z rakiem, poczuje się lepiej patrząc w lustro, to jestem jak najbardziej za. Może to jej sposób na pożegnanie smutnych wspomnień a może wręcz przeciwnie – chce ona codziennie przypominać sobie jaka była silna i dzielna w zmaganiach z chorobą. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie polska galeria pięknych pooperacyjnych tatuaży.

Posłuchaj mojej rozmowy z dr Mariolą Kosowicz o seksualności w chorobie nowotworowej w audycji „Dobry Seks”

fot. Amy Black | Pink Ink Fund | Cherry Blossom Project pinkinkfund.org